Dzikie piwiarnie coraz popularniejsze

Dzikie piwiarnie coraz popularniejsze
fot. Krzysztof Gwizdała Na obrzeżach Bolesławca jest wiele miejsc, gdzie można wypić piwo nawet za 2 zł. Dlaczego bolesławieccy piwosze omijają lokale w centrum? Czy nie stać nas na piwo w barze?
istotne.pl restauracja, piwo

Tanie „ogródki piwne” nie mają parasoli reklamujących znany browar, nie ma tam barmana, kelnerów, eleganckiego wystroju, ani koncertów na żywo, które przyciągałyby klientelę. Latem jest upał, zimą mroźno. Nikt nie sprząta po klientach. Bywa, że za siedzenia służy brudny karton lub styropian. W niektórych miejscach między pustymi butelkami leżą zużyte prezerwatywy. Ale w większości miejsc jest schludnie, a klientela zwyczajna, daleka od stereotypu pijaczka, który do restauracji nie zostałby wpuszczony.

Piwo Istotne MocnePiwo Istotne Mocnefot. KG

Miejsca, gdzie chodzi się wypić piwo kupione w sklepie, są rozrzucone na obrzeżach miasta. W krzakach i zaroślach bulwaru and Bobrem albo na ustronnych i zaniedbanych podmiejskich terenach zielonych. Miejsca te, zwłaszcza latem, zastępują bolesławianom restauracje i bary. Nasz czytelnik zwrócił uwagę na ten problem, bo takich miejsc mija kilka na trasie, po której rekreacyjnie biega.

Piwny państwowy haracz

Czytelnik nie jest osobą przyjaźnie nastawioną do państwa. Ma duże pretensje o to, że utrudnia ono życie przedsiębiorcom. Nie wini ludzi, którzy chodzą wypić tanie piwko w plenerze.

– Uważam, że te tanie restauracje, jak je ironicznie nazywam, to produkt zbyt wysokich opłat nakładanych na przedsiębiorcę przez państwo – mówi czytelnik. – Nie tylko akcyza, ale opłata koncesyjna, podatek VAT, a do tego czynsz za lokal, koszty zatrudnienia pracownika i czasami absurdalne wymogi sanepidu. To wszystko powoduje, że piwo w lokalu w małym mieście, jakim jest Bolesławiec, kosztuje nawet 7 zł.

Tanie ogródki piwne nie mają parasoli reklamujących znany browar, bywa, że za siedzenia służy zużyta gazetaTanie ogródki piwne nie mają parasoli reklamujących znany browar, bywa, że za siedzenia służy zużyta gazetafot. G. H.

Ceny za piwo kuflowe (duże 400-500 ml) w lokalach w mieście wahają się od 4,50 zł do 7 zł. W hurtowniach litr piwa to średnio 4,20 zł. Narzut w restauracji jest więc całkiem spory. Nasz czytelnik uważa, że restaurator musi zawrzeć w cenie napoju wiele opłat, które są na niego nakładane. No i musi jeszcze zarobić.

– Prawo w Polsce jest równe dla wszystkich, niestety równe mimo różnic. I w Bolesławcu, i w Warszawie, gdzie zarabia się nieporównywalnie więcej, trzeba bowiem do piwa doliczyć tyle samo – mówi czytelnik.

Latem dodatkową opłatę restaurator ponosi za możliwość sprzedaży alkoholu w ogródku piwnym. Pod parasolem w Rynku za najniższą krajową (1030 zł netto) można więc kupić tylko 147 piw, o kilka więcej w tańszym barze, gdzie piwo jest za 5 zł. W piwiarniach w plenerze bez obsługi, czynszu i nakładanych na trunek marż można wypić ponad 350 piw więcej.

Za wysokie progi na piwosza nogi

Nie dla wszystkich problem z drogim piwem leży w wysokich opłatach nakładanych przez państwo. Według opinii jednego z bolesławieckich restauratorów, picie piwa w plenerze jest spowodowane m.in. brakiem w mieście barów i knajpek o różnym standardzie.

– Nie ma się co oszukiwać. W Bolesławcu są praktycznie wyłącznie restauracje rodzinne lub szykowne, w których cena piwa ma być zaporowa i bronić wstępu mało kulturalnym piwoszom – mówi przedsiębiorca prowadzący w Bolesławcu bar. – Brakuje nam zwyczajnych, prostych, tanich pijalni piwa.

Według restauratora brak zwykłych piwiarni powoduje, że ludzie, którzy w eleganckiej restauracji nie czują się dobrze, a nie chcą pić piwa w domu, wybiorą miejsce, gdzie nie zostaną ukarani za picie alkoholu w miejscu niedozwolonym.

W dzikich piwiarniach nikt nie sprząta po klientach, najczęściej walają się tam puste butelki po alkoholuW dzikich piwiarniach nikt nie sprząta po klientach, najczęściej walają się tam puste butelki po alkoholufot. G. H.

– Bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące spożywania alkoholu w mieście powodują, że jak już nie pije się w restauracji, to idzie się w krzaki, daleko poza centrum. Tam gdzie straż miejska nie przeszkodzi – uśmiecha się restaurator. – Teraz nie można się napić ani przed sklepem, ani na ławce w parku. Nawet jak się ma najbardziej kulturalny wygląd. Dlatego nie uważam, że te tzw. tanie restauracje to tylko wynik wysokich opłat nakładanych na przedsiębiorców. Problem jest bardziej złożony – dodaje.

Piwosze, ceniący towarzystwo i tanie piwo, muszą sobie radzić jak mogą. Lato im sprzyja. Każdy bolesławianin zna choć jedno takie miejsce, gdzie piwo jest tanie, powietrze czyste i nie trzeba tam przepłacać za złocisty, chmielowy napój. Ludzie idą w plener z różnych powodów, cena jest tylko jednym z nich. Możliwe, że klienci „tanich piwiarni” nie chodzą do lokali, bo wciąż w Bolesławcu nie ma odpowiedniego dla nich miejsca. Jeśli tak jest, to warto takiego klienta czymś przyciągnąć, zanim moda na picie w krzakach stanie się poważną konkurencją dla miejskich restauracji.

(informacja: Grażyna Hanaf)