ZEC – bliskie spotkanie z prywatyzacją

ZEC – bliskie spotkanie z prywatyzacją
fot. www.zec.boleslawiec.pl Pracownicy ostro zaprotestowali przeciw sprzedawaniu ich i spółki. Prezydent wycofał się z prywatyzacji, ale uważa, że tak dobry kupiec jak KGHM może się już nie trafić.
istotne.pl prezydent, zec, prywatyzacja

Oferta kupienia Zakładu Energetyki Cieplnej wpłynęła do Urzędu Miasta pod koniec grudnia zeszłego roku. Oferentem była „Energetyka” spółka z o.o., należąca do Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź SA.

– Oferta wyszła od „Energetyki” i trafiła na grunt przychylny, bo sprawa prywatyzacji była przemyślana – mówi Piotr Roman. – Czytałem literaturę fachową i rozmawiałem o procesach, które zachodzą w kraju. Do 2010 roku w Polsce sprywatyzowano 51% zakładów ciepłowniczych i ta tendencja rośnie. Nie wszystkie prywatyzacje są dobre, ale w wypadku ciepłownictwa monopolista nie może na przykład windować cen, bo kontroluje je agenda rządowa (Urząd Regulacji Energetyki) – dodaje prezydent.

Prezes spółki Wiesław Ogrodnik również uważał, że prywatyzacja ZEC-u mogłaby przynieść korzyści i miastu, i zatrudnionym w spółce pracownikom. – Miasto nigdy nie skorzystało z tego, że jest właścicielem spółki, dlatego mogłoby skorzystać na jej sprzedaży – mówi Ogrodnik. – Prywatyzacja może mieć też ludzką twarz. Przedstawiłem pracownikom konkretne propozycje zabezpieczenia ich uposażenia i zatrudnienia. Zrozumiałbym, jeśli podstawowym motywem ich zdecydowanego sprzeciwu byłyby ogólnie złe prywatyzacje w Polsce. Obaw o zatrudnienie, pensje czy podwyżki cen za energię nie rozumiem – dodaje.

Na spotkaniu noworocznym z pracownikami prezydent, jak sam mówi, „oberwał” za pomysł prywatyzacji miejskiego zakładu. Załoga była zaniepokojona jego wcześniejszą wizytą w ZEC-u z przedstawicielami nowego potencjalnego nabywcy spółki. – Prezydent powiedział, że będę miał lepiej – opowiada pracownik spółki Marek Lisiewski. – Powiedziałem prezydentowi, że ja nie chcę mieć lepiej, ja chcę mieć dobrze. ZEC to nie jest własność prezydenta, to jest spuścizna po naszych ojcach. Co jeszcze można sprzedać w tym kraju? Dlaczego prezydent nie powiedział nam przed wyborami, że chce prywatyzować ZEC? – pyta pracownik.

W lutym pracownicy w referendum odrzucili propozycję prywatyzacji. Wcześniej odwiedzili sprywatyzowane przez „Energetykę” Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Legnicy oraz zapoznali się ze sposobami zagwarantowania stanu zatrudnienia, premii prywatyzacyjnej i odkupienia akcji przez inwestora. Ale ani wizyta w przedsiębiorstwie, ani zapewnienia prezesa nie przekonały pracowników do zmiany zdania.

– Oferowane nam akcje (15%) nie gwarantują wielkich zysków – mówi Lisiewski. – Co z tego, że ja dostanę akcje na 11 tysięcy? Ktoś musi je ode mnie odkupić. To tylko papier wyliczony przez prezesa. Akcje nie mają dla mnie żadnej wartości. Obawialiśmy się, że jak przyjdzie co do czego, to prywatny właściciel zabierze nam wszystkie świadczenia, premie, trzynastki, bo w ten sposób firmy generują zyski. Może i nie będzie zwolnień, ale dlaczego nie mogliby ograniczyć załogi? – dodaje.

Prezydent deklaruje, że wróci do tematu tylko wtedy, jeśli załoga będzie chciała prywatyzacji. – Nie lubię robić rzeczy za wszelką cenę, na tego typu zmiany trzeba czasu – mówi prezydent. – Nie muszę niczego sprzedawać za bezcen, bo jest do spłacenia dług. „Energetyka” była gwarantem dobrego zatrudnienia, firmą pewną, zdolną do inwestowania. Dla miasta znaczyłoby to, że zbliżylibyśmy się do strefy zagłębia miedziowego i bogatszego regionu legnickiego. Ale przez 20 lat widać, jak w Polsce się prywatyzuje. Media bombardują informacjami o złych prywatyzacjach, kiedy jest afera i ludzie są na bruku. To musi budzić poważne obawy.

Pracownicy mówią, że nie chcą by o ich życiu decydował znów jeden człowiek, który może sprzedać zakład pracy, z którym łączą życie swoje i swoich rodzin. Nie wierzą ani politykom, ani prezesowi, ani prywatnym spółkom. Prezydent podkreśla, że nie jest wieczny i jego następca może mieć inne cele, a tak dobry kupiec już się nie pojawi.

– Ludzie boją się zmiany – mówi Roman. – Prywatyzacja mogłaby się okazać korzystna i dla pracowników, i dla klientów ZEC-u. Moim zdaniem klienci dostaliby lepszą usługę, bo duży może więcej. Uważam też, że w całej sprawie dużą rolę odegrał zarząd. Tłumaczyłem ludziom, że nikt nie zwolni pracowników-specjalistów, ale zmiany w radzie nadzorczej pewnie będą. Pytanie, czy tak naprawdę decyzja załogi nie była w dużej mierze wywołana przez niektóre osoby z kadry kierowniczej? – dodaje prezydent.

(informacja: Grażyna Hanaf)