Arłukowicz: bardzo lubię wibratory

Arłukowicz: bardzo lubię wibratory
fot. ii Polityk na spotkaniu w Bolesławcu mówił m.in. o lewicowej wizji państwa, różnych koncepcjach patriotyzmu, wibratorach i o tym, dlaczego nie lubi Janusza Palikota.
istotne.pl spotkanie, sld, bartosz, arłukowicz, polityk

W czwartek, 27 maja, w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Bolesławcu odbyło się spotkanie z Bartoszem Arłukowiczem, posłem Lewicy i członkiem sejmowej komisji hazardowej. Sylwetkę działacza SLD przedstawił Jerzy Małachowski, szef Rady Powiatowej Unii Pracy. – Pan poseł mocno wszedł do polityki w 2002 r. Zawsze był związany z lewicą – powiedział Małachowski. – W roku 2007 został parlamentarzystą, twarzą i nadzieją lewicy.

– Lewica w Polsce potrzebuje dyskusji, pewnego rodzaju odmiany, siły i otwartości. Musi przystąpić do ofensywy politycznej – mówił podczas czwartkowego spotkania poseł. Jak podkreślił, lewicowcy w naszym państwie są i będą potrzebni. – Polska jest krajem ludzi wrażliwych społecznie. Krajem, w którym ludzie chcą pomagać innym ludziom – tłumaczył. – Polskie środowiska lewicowe muszą jednak nabrać odwagi i pozbyć się kompleksów. Nie mamy żadnego powodu, aby nie przystępować do debaty publicznej. Mam nadzieję, że staniemy się w końcu formacją, która będzie gotowa do wzięcia odpowiedzialności za demokrację w naszym państwie.

Poseł mówił też o grzechach lewicy. – Dużą bolączką jest to, że do tej pory była to formacja ludzi, których łączyła biografia i historia. To musi ulec zmianie – zaznaczył parlamentarzysta. – My musimy zbudować formację, w której będą ludzie, których łączy wspólna wizja państwa, a nie biografia. Do polskiej polityki wchodzą ludzie młodzi, którzy znają historię jedynie z książek. Oni też chcą budować dobre państwo.

Zdaniem Arłukowicza, kolejnym grzechem środowisk lewicowych jest walka z Kościołem. – Nie jestem zwolennikiem tej walki – powiedział działacz SLD. – Kościół jest, był i będzie. Nie możemy iść na wojnę z biskupami, bo ta wojna jest nie do wygrania. I tak naprawdę nie jest w ogóle potrzebna. Ważne jest to, aby lewica bardzo precyzyjnie przestrzegała granic rozdziału państwa od Kościoła.

fot. ii
fot. ii

– Nie mam pojęcia, czy Bóg istnieje. Prawdopodobnie nikt na tej sali nie wie tego tak do końca. Ale jeśli Bóg jest, to mam z Nim do pogadania, bo trochę narozrabiał – kontynuował poseł. – Co nie zmienia faktu, że szanuję poglądy tych, którzy w Boga wierzą.

Arłukowicz przedstawił też swoją wizję państwa: – Musimy budować kraj, który dba nie tylko o prawa wolnego rynku. Kraj, w którym będziemy dbali przede wszystkim o prawa człowieka funkcjonującego w ramach wolnego rynku.

Polska, jaką Arłukowicz chce tworzyć, to „państwo tolerancyjne”. – Poprzez tę tolerancję należy rozumieć to, że większość szanuje prawa mniejszości – wyjaśniał. – Daliśmy sobie wmówić, że lewica wspomina dziś jedynie o mniejszościach seksualnych. To jest nieprawda. Chciałbym żyć w państwie, w którym ludzie starzy są aktywni społecznie. Kolejna mniejszość, o której prawa lewica powinna się upominać, to dzieci. Mam wrażenie, że dziś państwem rządzą politycy, którzy przejmują się wyłącznie losem dzieci nienarodzonych. Powinniśmy też walczyć o prawa kobiet.

fot. ii

Poseł poruszył też kwestię patriotyzmu. – Państwo musi ufać swoim obywatelom, nie może wskazywać, co jest dobre, a co złe. Nie może mówić nam, jak mamy spać, jak się rodzić, z kim mamy się kochać i jak mamy umierać. Dziś politycy mówią, co jest dobre, a co złe, co jest moralne, co niemoralne, kto jest dobrym patriotą, a kto złym – stwierdził Arłukowicz. – Nie pozwolę Jarosławowi Kaczyńskiemu zabrać mi patriotyzmu. Nie jestem gorszym patriotą od niego. Po prostu zupełnie inaczej postrzegamy tę kwestię.

Ważna jest idea, nie partia

– Ludzie nie chcą już szyldów partyjnych – przekonywał polityk. – Naszym celem nie jest bycie w SLD, naszym celem jest budowanie formacji lewicowej, która podejmie próbę przejęcia władzy w państwie. Nie jest wartością posiadanie legitymacji partyjnej, wartością jest przekuwanie jej w poparcie społeczne.

Poseł podkreślił, że rozmowa z ludźmi to najlepsza forma polityki. – Nie znoszę zebrań partyjnych, bardzo źle się czuję w gabinetowych przepychankach – wyznał. – A kiedy widzę Palikota, to się denerwuję. Kończy się już czas biegania z wibratorem po studiach telewizyjnych. Ja bardzo lubię wibratory i nawet ich używam. Różnica między mną a Palikotem polega na tym, że ja używam wibratorów w łóżku, a Palikot w TVN-ie. Taka polityka musi się skończyć.

Spotkanie zorganizowały Rady Powiatowe Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy.

(informacja ii)