Stowarzyszenie ludzi o dwóch sercach

Stowarzyszenie ludzi o dwóch sercach
fot. Gerard Augustyn W Bolesławcu formuje się Stowarzyszenie Reemigrantów z Bośni, Ich Potomków i Przyjaciół. – Pragniemy budować przyjaźń i współpracę pomiędzy Polską a narodami byłej Jugosławii – deklarują członkowie organizacji.
istotne.pl stowarzyszenie, reemigrant

Stowarzyszenie Reemigrantów z Bośni, Ich Potomków i Przyjaciół – to jeszcze nieoficjalna nazwa. – Słowo „Jugosławia” jest niemile widziane we wszystkich krajach byłej Jugosławii – tłumaczy Edward Burniak, jeden z członków organizacji. Do Stowarzyszenia mogą się zapisać m.in. ci, którzy po II wojnie światowej przybyli do Polski z tamtych terenów. Organizacja ma sprzyjać działaniom pozapolitycznym i pozawyznaniowym.

Stefania Sadlak (80 lat) urodziła się w Dziewięcinie, małej wsi w Bośni. – Mamusia była z Krakowskiego, tatuś z Wołynia. Wyjechali za chlebem – opowiada. Pani Stefania miała 16 lat, kiedy przyjechała do Polski. Jej rodzina zamieszkała w Różyńcu. – Odjeżdżaliśmy w maju. Tam było tak ciepło, owoce już dojrzewały. Bardzo tęskniliśmy za tamtymi stronami – wspomina kobieta.

Dziadkowie Antoniny Zenony Dutkowskiej wyemigrowali z Galicji i osiedlili się w Dziewięcinie. Podczas wojennej zawieruchy część jej rodziny uciekła do Sarajewa. – Tam moja mama poznała ojca – mówi. Wkrótce potem ojciec poszedł do partyzantki. Pani Antonina miała dwa latka, gdy zginął.

– Kiedy wojna się skończyła, babcia zwołała swoje dzieci i powiedziała: chcę wrócić i umrzeć w ojczyźnie – relacjonuje kobieta. Tak też się stało. Rodzina pani Antoniny zamieszkała w Różyńcu. – Moja babcia mówiła mi: dziecko, pamiętaj! Ojczyzna to zawsze ojczyzna. Człowiek czuje się w niej pewnie, nawet jeśli jest biednie.

Dobre wspomnienia, złe wspomnienia

Antoni Dziechciarz przyszedł na świat w Bośni. – Druga generacja osadnictwa polskiego przetrwała 40 lat – mówi. – Tożsamość Polaków została zachowana. Nie żyli oni w enklawach, ale trzymali się razem.

– Dzieciństwo tam było piękne. Bośnia wydawała się nam arkadią. Nawiązywały się piękne przyjaźnie – opowiada pan Antoni. – Wszystko to się skończyło, kiedy wybuchła wojna.

Ojciec Edwarda Burniaka o mało nie zginął podczas wojny. – Czetnicy (członkowie serbskich oddziałów partyzanckich) naszli nasz dom – mówi pan Edward. – Zarzucali mojemu ojcu, że jest komunistą, bo stoi po stronie Josipa Broz Tito; że występuje przeciw Bogu. Moja matka odpowiedziała im: jakiego Boga wyznajecie, skoro przyszliście zabić człowieka?

Doszło do szarpaniny. Ojciec pana Edwarda popchnął i przewrócił partyzantów, po czym wybiegł z domu i uciekł w pole kukurydzy. Czetnicy zaczęli do niego strzelać. – Na szczęście go nie trafili. Po tym wszystkim musieliśmy uciekać do Prnjavora – dodaje Burniak.

Od lewej: Stefania Sadlak, Edward Burniak, Antonina Zenona Dutkowska i Antoni DziechciarzOd lewej: Stefania Sadlak, Edward Burniak, Antonina Zenona Dutkowska i Antoni Dziechciarzfot. Gerard Augustyn

Kultywowanie dziedzictwa

– Pragniemy budować przyjaźń i współpracę pomiędzy Polską a narodami byłej Jugosławii – deklarują członkowie organizacji. – Chcemy, aby nasze stowarzyszenie nawiązało kontakt z rodzinnymi stronami, zamierzamy kultywować to dziedzictwo – podkreśla Antoni Dziechciarz. – Kiedyś mówiono o nas: ludzie o dwóch sercach – jedno w Bośni, drugie w Polsce – uśmiecha się Edward Burniak.

Więcej informacji o Stowarzyszeniu można uzyskać pod numerami telefonów: 75 644 75 84, 75 732 44 77, 886 407 384 i 606 981 095.

(informacja ii)