Spór o dworzec, czyli czemu ludzie stoją w błocie

Spór o dworzec, czyli czemu ludzie stoją w błocie
fot. Krzysztof Gwizdała Prezydent uważa, że wszyscy mają mieć możliwość korzystania z dworca. Szef PKS mówi, że przewoźnicy muszą najpierw podpisać umowy, a Piotr Roman powinien wziąć udział w negocjacjach.
istotne.pl urząd miasta, dworzec, pks, zgorzelecka

– Dziś w Bolesławcu największym problemem jest kwestia dworca autobusowego – mówi prezydent Piotr Roman. – Doszło do nienormalnej sytuacji: młodzież stoi w błocie na placu między ulicami Łokietka i Zgorzelecką, a 50 metrów dalej znajduje się dworzec z wiatami, stanowiskami, tyle że pusty, bo prywatni przewoźnicy nie mają prawa tam wjechać. Ten dworzec jest własnością starostwa i to właśnie ono powinno zadbać o to, aby ludzie w normalnych warunkach mogli przemieszczać się po terenie powiatu bolesławieckiego. Młodzież mówi, że plac między Łokietka a Zgorzelecką to Sajgon, ale ja sądzę, że w Wietnamie są dużo lepsze wiaty niż tam.

– Przewoźnicy prywatni nie będą mogli wjechać na teren dworca, dopóki nie podpiszą z nami umowy – tłumaczy Stanisław Cempura, prezes bolesławieckiego PKS-u. I dodaje, że dwukrotnie proponował im określone stawki za zatrzymywanie się na dworcu autobusowym (te drugie były trochę niższe). – Nie zgodzili się – zaznacza. Co więcej, w czerwcu br. spółka wysłała do magistratu pismo z propozycją współpracy. Efekt? Odbyło się jedno spotkanie z urzędniczkami, ale żadne wiążące decyzje nie zapadły.

Jak podkreśla Cempura, przystanek na placu przy Zgorzeleckiej nie spełnia warunków sanitarnych. – My nasz dworzec regularnie remontujemy. Są tu kasy, poczekalnia, toaleta, ludzie nie muszą marznąć – mówi. – Tyle że utrzymanie takiego stanu rzeczy kosztuje. A PKS nie jest instytucją charytatywną.

Przystanek przy ulicy ZgorzeleckiejPrzystanek przy ulicy Zgorzeleckiejfot. Krzysztof Gwizdała
Przystanek przy ulicy ZgorzeleckiejPrzystanek przy ulicy Zgorzeleckiejfot. Krzysztof Gwizdała
Dworzec PKSDworzec PKSfot. Krzysztof Gwizdała

Co zrobić, aby pasażerowie nie stali w błocie na Zgorzeleckiej? – Zasięgnąłem w tej sprawie opinii prezesa Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji. W marcu br. zmieniła się ustawa o transporcie publicznym. Wyznaczanie przystanków na terenie miasta leży w gestii samorządów – stwierdza prezes PKS. – Jeśli panu prezydentowi zależy na uporządkowaniu sytuacji na Zgorzeleckiej, może wyznaczyć nasz dworzec jako przystanek dla innych przewoźników, oczywiście po wcześniejszych negocjacjach warunków. Podkreślam: pan prezydent ma możliwość negocjacji cen. Piłeczka jest po stronie miasta.

Aktualizacja 2011-11-17 10:30

– Właścicielem dworca jest bolesławiecki PKS, nie Powiat – podkreślił podczas konferencji prasowej, która odbyła się 16 listopada w Starostwie Powiatowym, Stanisław Cempura. – Prezydent w tym samym dniu [chodzi o 26 października, kiedy to miało miejsce posiedzenie Rady Miasta Bolesławiec, w trakcie którego padły słowa Piotra Romana o dworcu autobusowym – przyp. red.] podnosi nam podatki od nieruchomości i od środków transportowych, a jednocześnie chce, aby prywatnych przewoźników wpuszczać za darmo.

Cempura tłumaczył, że najniższą stawką, jaką zaproponował prywatnym przewoźnikom, była kwota 3,50 zł za każdy wjazd. – To cena, która pokryłaby m.in. koszty naprawy nawierzchni czy amortyzacji budynku dworca – zaznaczył szef PKS-u. – My płacimy 5 zł za wjazd na dworce innych PKS-ów. Jeśli wjeżdżamy do Poznania, płacimy 12 zł, a jeśli do Wrocławia – 15 zł. Bolesławieccy pasażerowie stoją teraz w błocie, ale mogą stać w dobrych warunkach, tyle że te warunki kosztują.

(informacja: ii)