Niewidzialny konflikt w MOPS

Niewidzialny konflikt w MOPS
fot. Krzysztof Gwizdała W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej od lat trwa konflikt pracowników z pracodawcą. Od półtora roku jest on oficjalny. Jedyną osobą, jaka może pomóc, jest prezydent. Ale on konfliktu dyrektorki z podwładnymi nie widzi.
istotne.pl mops, małgorzata dłużyk, konflikt

Prezydent często powtarza, że będzie bronił swoich pracowników i zawsze stanie po ich stronie. Ta szczytna zasada Piotra Romana tym razem obraca się przeciwko pracującym w ośrodku ludziom. Pracownicy MOPS szukając pomocy w rozwiązaniu konfliktu, uderzają w szklany sufit prezydenckiej niechęci do zajęcia się problemem. Mimo że MOPS to jedna z najważniejszych instytucji w mieście.

Caryca Małgorzata

Według relacji pracowników dyrektorka Małgorzata Dłużyk wprowadziła w Ośrodku zasadę dziel i rządź. Przy jej boku powstała druga organizacja związkowa „Konfederacja pracy” (13 osób). Związek ten stanął w opozycji do założonego w maju 2009 roku związku „Solidarność” (28 osób). Według opinii części pracowników „Konfederacja pracy” służy jedynie umocnieniu władzy dyrektorki i forsowaniu jej zdania. Przewodnicząca „Konfederacji” Marta Kozioł nie zgadza się z taką opinią, choć przyznaje, że zdanie jej związku jest identyczne ze zdaniem dyrektorki.

Związkowcy z „Solidarności” zarzucają dyrektorce dyskryminowanie pracowników zrzeszonych w ich związku, celowe skłócanie załogi, któremu służą premie uznaniowe, brak awansu, podważanie autorytetu pracownika przed klientem, kwestionowanie kwalifikacji, utrzymywanie złego przepływu informacji, a nawet ujawnianie informacji narażających pracownika na utratę godności lub dóbr osobistych. Podczas półtorarocznego konfliktu zaczęły się też próby zwalniania osób zrzeszonych w „Solidarności”.

Dyrektorka oficjalnie przyznała, że ceną zawarcia porozumienia musiałoby być rozwiązanie „Solidarności”. W majestacie swojej funkcji, nadanej jej przez prezydenta, Małgorzata Dłużyk odmawia uznania i zauważenia konfliktu. Skutkuje to brakiem szans na jego zakończenie. Dyrektorka twierdzi, że zarządza ośrodkiem nienagannie, nikogo nie dyskryminuje, a opnie na jej temat, rozpowszechniane przez związkowców, są nieprawdziwe.

Marta Waniszewska, przewodnicząca „Solidarności” mówi, że związkom zależy na wypracowaniu porozumienia i zrozumieniu trudnej sytuacji pracowników. Związkowcy wysłali pisma do wszystkich radnych i do prezydenta. Spotykali się też z radnymi na obradach jednej z komisji Rady Miasta. Konfliktem bezowocnie zajmowali się naczelniczka Wydziału Społecznego Krystyna Boratyńska, zastępca prezydenta Maciej Małkowski oraz sam prezydent.

– Nasza sytuacja to odbijanie piłeczki – przewodnicząca związków relacjonowała sprawę radnym. – Argument związku przeciw argumentowi pracodawcy. Jest dla nas upokarzające, kiedy trzeba cały czas udowadniać, że coś jest nie tak, że ludzie cierpią.

Prezydencki ping-pong

Na początku października przewodnicząca Waniszewska wraz z Zarządem Regionu NSZZ „Solidarność” z Jeleniej Góry kolejny raz podjęli rozmowy z prezydentem. Piotr Roman zaproponował konfrontację w obecności Małgorzaty Dłużyk. Kiedy związkowcy podważyli celowość rozmowy w obecności dyrektorki, prezydent powiedział, że konflikt w MOPS jest osobistą walką przewodniczącej z dyrektorką. Gdy przewodnicząca zaprzeczyła i powiedziała, że to konflikt pracowników z dyrektorką, Piotr Roman nie przyjął tego do wiadomości i uznał, że nie jest partnerem w tym sporze.

Na zarzuty związkowców, że dyrektorka okazuje totalną niechęć pracownikom zrzeszonym w „Solidarności”, Roman zaczął wypytywać Waniszewską, czy była osobiście w tej sprawie u Dariusza Kwaśniewskiego (jego kontrkandydata w wyborach – przyp. red.). Prezydent rozmowę zerwał oświadczając, że nie będzie rozmawiał ze związkowcami, jeśli przewodnicząca chodzi osobiście do Platformy Obywatelskiej i wyraża publicznie niezadowolenie z jego prezydentury (chodziło o prywatny wpis Waniszewskiej „Roman musi odejść” w internecie na Naszej Klasie.). Zarzucił jej, że w sposób polityczny i upartyjniony załatwia swoje prywatne sprawy.

Rozmowa z prezydentem na całe szczęście została nagrana. Inaczej nie można byłoby zarzucić mówienia nieprawdy wiceprezydentowi Maciejowi Małkowskiemu, który przed radnymi zupełnie inaczej przedstawił przyczyny zerwania rozmowy ze związkowcami. Kiedy radni zaapelowali do prezydenta, by zajął się konfliktem, Małkowski zapytał, czy sugerują, że nierozwiązany spór w MOPS jest winą Piotra Romana. Zapewnił radnych, że prezydent stara się konflikt rozwiązać, ale to związkowcy zerwali rozmowy.

– Miało odbyć się spotkanie z panią przewodniczącą i zarządem regionu – przekonywał Maciej Małkowski. – Miała być na nim obecna pani Boratyńska, dyrektorka Małgorzata Dłużyk, miałem być ja. Ale strona związkowa nie zgodziła się na obecność pani dyrektor i pani Boratyńskiej i dlatego nie doszło do tego spotkania. Prezydent się stara, ale najdalej idąca tezą pani Waniszewskiej jest postulat, że prezydent musi odejść.

– Związki nie były przeciwne ani obecności pani naczelnik, ani pani dyrektor – zareagowała na to ostro Marta Waniszewska.– Nie jest prawdą, co tutaj padło. Nie zaakceptowaliśmy widzenia sprawy przez prezydenta, że konflikt w MOPS jest osobistym konfliktem moim z dyrektorką.

Maciej Małkowski wyraził swoje oburzenie, że słowa prezydenta były nagrywane. Jednak dzięki nagraniu Małkowskiemu nie udało się przedstawić związku i prób porozumienia się z władzami w niekorzystnym świetle.

Oczy szeroko zamknięte

Wydaje się, że Małgorzata Dłużyk nie zmieni zdania na temat konfliktu i nadal będzie uważać, że związkowcy nie walczą o swoje prawa, a jedynie wchodzą w jej kompetencje. Stowarzyszenie Ziemia Bolesławiecka zaufało Dłużyk na tyle, że jest kandydatką z ich listy do rady powiatu. Jeżeli się do rady dostanie, będzie ją obowiązywał immunitet. To może jedynie umocnić jej pozycję i spowodować, że konflikt trwać będzie kolejne cztery lata.

Pracownicy muszą pracować w ciągłym stresie. Mobbing to słowo, które coraz głośniej jest wypowiadane. Mimo że Małgorzata Dłużyk oświadcza, że wszystkich pracowników traktuje jednakowo i postępuje zgodnie z prawem, Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) wykryła nieprawidłowości w funkcjonowaniu MOPS. Brak dokumentacji z wypadków przy pracy, brak oceny ryzyka zawodowego, działania o charakterze nierównego traktowania, wypowiedzenie warunków pracy wbrew obowiązującym przepisom – wymieniają związkowcy. Nie bez znaczenia jest fakt, że PIP zaproponowała pracodawcy przeprowadzenie ankiety w sprawie mobbingu, ale dyrektorka nie wyraziła na to zgody.

Ktoś powinien otworzyć oczy i przyjrzeć się wnikliwie temu konfliktowi. Wszystko wskazuje, że tą osobą jest prezydent Piotr Roman, którego hasło tej kampanii brzmi „Po pierwsze mieszkańcy”.

Czy prezydent powinien interweniować w MOPS?
tak
85.68
nie
12.38
nie mam zdania
1.94

(informacja Grażyna Hanaf)