Co do diabła z tym Nowakiem?

Co do diabła z tym Nowakiem?
fot. Krzysztof Gwizdała Felieton o trudnej do zaakceptowania bezpośredniości radnego Bogdana Nowaka.
istotne.pl tvp, bogusław nowak, gliniada, ewa lijewska-małachowska

Radny Bogdan Nowak się wkurzył (nie po raz pierwszy zresztą) i poszedł opieprzyć kogo mu się spodobało. Tak w skrócie można scharakteryzować ostatnie wydarzenia z Nowakiem w roli głównej.

Bogdan Nowak, korzystając ze swoich znajomości w mediach, załatwiał od miesięcy występ Glinoludów w programie TVP1 „Kawa czy herbata”. Chciał w ten sposób zareklamować jak najlepiej Gliniadę, od trzech lat organizowaną w ramach Bolesławieckiego Święta Ceramiki.

Asystentka dziennikarki TVP, z którą zaproszenie do Warszawy ustalał, nie mogła się do niego dodzwonić. Wykręciła wiec numer Urzędu Miasta. Pytała o Święto Ceramiki i występ Glinoludów w programie „Kawa czy Herbata”. Podano jej numer do organizatora święta, dyrektorki Bolesławieckiego Ośrodka Kultury – Ewy Lijewskiej.

Lijewska porozmawiała z asystentką i zachwyciła się pomysłem. Szybko zorganizowała ekipę na wyjazd do Warszawy: Zdobniki z ZC Bolesławiec, kogoś z Manufaktury, kto profesjonalnie zdobi naczynia i ze dwa Glinoludy. Z prośbą do Nowaka, by jej te dwie osoby (chętne do pomalowania się gliną) podesłał, zadzwoniła osobiście.

I to właśnie wtedy Nowak eksplodował. Poszedł do Lijewskiej do biura. A że z ulicy Komuny Paryskiej na Plac Piłsudskiego ma rzut beretem, sprawy rozegrały się błyskawicznie.

Znam mima osobiście. Paradoksalnie, ekspresja słowna jest jego mocną stroną. Wierzę w wypowiedziane przez niego brzydkie słowa, wierzę w kwieciste i nieprzychylne pani Ewie porównania. Podobno przekleństwa mają moc terapeutyczną. Rozładowują emocje. A Nowak jest emocjonalny jak mało kto. Przyjaciele i znajomi wiedzą, że jest żywą bombą z odbezpieczonym zapalnikiem. Pozwalają mu wybuchnąć. Może go do tego zbyt przyzwyczaili? Ewa Lijewska zna Nowaka, ale nie jest jego bliską znajomą. Dlatego powinien sobie Bogdan pokrzyczeć w restauracji, a do biura przybiec już uspokojony. Ale może miał za blisko i nie zdążył się uspokoić po drodze. Bolesławiec, na jego nieszczęście, to małe miasto.

Radny Bogdan Nowak powinien wiedzieć, że w kuluarach, za kulisami magistratu i w biurach funkcjonariuszy państwowych nie używa się brzydkich słów. Nie wpada się jak bomba i nie krzyczy ani na kobiety, ani na mężczyzn. Kulturalnie wyłuszcza się swoje kwestie. Dyplomatycznie się negocjuje lub twardo i krótko mówi się: nie.

Gdyby jednak Bogdan Nowak nie był ekspresyjnym oszołomem i nie leciałby umalowany gliną przez pół Berlina podczas Karnawału Kultur, czy na Woodstock, to nie wypromowałby Gliniady. Gdyby był potulnym i grzecznym funkcjonariuszem państwowym, piszącym co najwyżej emocjonalną notatkę służbową, wówczas nie kochałyby go media. Wtedy te media nie zadzwoniłyby do nikogo. Ani do urzędu, ani do Lijewskiej. I Bogdan Nowak nie miałby do kogo przybiec z mordą, że mu pod…la pomysł. Byłoby cicho, sennie, przyjemnie i nader kulturalnie.

Grażyna Hanaf