Pielgrzymka Radia Maryja

Pielgrzymka Radia Maryja
fot. Krzysztof Gwizdała Felieton z cyklu „Idiota Sezonu”, czyli relacja z wykacyjnych, zagranicznych przygód Polaków
istotne.pl radio maryja, pielgrzymka, sezonu, idiota

Mój znajomy, pilot wycieczek zagranicznych, na początku lat dziewięćdziesiątych pojechał z Rodziną Radia Maryja na pielgrzymkę do Włoch. Historia jest autentyczna i opowiada o fenomenie polskiej pobożności. Jednym z jej odłamów.

Pielgrzymka była do Rzymu, ale po drodze wierni zamierzali odwiedzić wszystkie miejsca kultu maryjnego. Rodziny Radia Maryja mają swoją własną organizację na wyjazdach. Każdej grupie pielgrzymkowej przewodzi kierownik. Jest to najczęściej kobieta o mało popularnym imieniu i odpowiednio gorącym temperamencie religijnym.

Kierowniczka, nazwijmy ją Ostruda, wsiadła jako pierwsza do autobusu, w którym pracował mój znajomy. Wręczyła mu na dzień dobry proporczyk Rodziny Radia Maryja, chustę i małą książeczkę nazwaną dziennikiem, po czym odebrała mu mikrofon. Wiadomo, kto ma media, ten ma władzę.

Kiedy ruszyli, kierowniczka kazała wziąć wiernym ich dzienniki do rąk. Jak na komendę zaszeleściły kartki. Każdy miał na kolanach swój własny dziennik podróżny. Ostruda włączyła mikrofon i zakomenderowała:
– Otwieramy dzienniki! Rozdział pierwszy! Punkt pierwszy! MASTURBACJA!

Mojemu koledze dziennik z rąk wypadł i głowa mu się przekręciła prawie o 180 stopni. Chciał zobaczyć, co robią teraz jego turyści. A oni pogrążeni byli w lekturze. Czytana na głos książeczka dowodziła, że masturbacja jest przyczyną ślepoty i innych trudnych do wyleczenia chorób. W tym dniu nic już bardziej sensacyjnego wydarzyć się nie mogło…

Po lekturze przestróg dotyczących samogwałtu, cała grupa przywitała mojego znajomego piosenką-rymowanką, ułożoną na jego cześć. Jak się okazało, piosenki takie są również specjalnością Rodziny. Brzmiała mniej więcej tak: „Z nami jedzie, jedzie z nami nasz pilot ukochaaany”!

Proporczyki szeleściły, pieśń unosiła się żwawa, nic nie zapowiadało późniejszej anatemy, którą obłożono pilota. Już po dwóch dniach został wyklęty i nazwany diabłem. Odebrano mu również proporczyk, chustę i dziennik, którego brak doskwiera mu do dziś. Co przeskrobał chłopina? Nie uczestniczył w żadnej mszy, a szczególnie w tych ordynowanych na 5:00 rano.

Niestety, zgodnie z umową z diabelskim biurem, grupa opłaciła usługi pilockie. A z braku możliwości porozumienia się z tubylcami w ich języku, Rodzina musiała znieść obecność ateusza. Do tego, bez jego diabelskich sztuczek odczytywania map i bezbożnej wiary w to, że Ziemia jest okrągła, w życiu nie trafiliby do wszystkich miejsc kultu, jakie zamierzali odwiedzić.

Pilot nie otrzymał już więcej mikrofonu, aby w duszyczki czyste nie sączył jakiś złych myśli i intencji. Mikrofonem zajęła się Ostruda. A jak już go w rękach miała, postanowiła też zabawić się w przewodnika.

Gdy jechali wybrzeżem włoskim opowiadała pielgrzymom o cudach przyrody i niedawno ujrzanej figurce Matki Boskiej, podobno płaczącej krwawymi łzami. Wszystkie drogowskazy na tej trasie zachęcały do skręcenia na kąpieliska. Na tablicach wielokrotnie ukazywało się to słowo pisane po włosku: bagno (czyt. banio).

Kierowniczka, która przejęła od pilota obowiązki komentowania mijanych obiektów, zobaczywszy napisy na drogowskazach, zakrzyknęła hiobowym tonem:
– A oto są drogowskazy na bagno! Bagno grzechu. To dlatego Maria, nasza Matka płakała tutaj krwawymi łzami.

Zanim pilot się z tego otrząsnął i zdążył sprostować pomyłkę, autobus wjechał do lasu i pojawiła się tabliczka z napisem „bosco” (po polsku las). Wtedy kierowniczka tonem anielskiego uniesienia wykrzyknęła:
– A tu jest BOSKO!

– Tu jest bagno, a tu jest bosko… – mamrotał mój kolega sam do siebie, nie mogąc nawet zgnieść w dłoniach proporczyka, czy chustą obwiązać sobie oczu, by na to wszystko nie patrzeć. Podróż zakończono w ramionach Ojca Dyrektora w Rzymie.

Były to zamierzchłe czasy, kiedy Radio Maryja dopiero stawało się polityczną potęgą. Kolega opowiadał nam tę historię i przestrzegał przed tymi jednomyślnymi i niezwykle zorganizowanymi ludźmi. Nie wierzyliśmy, że tacy ludzie nie tylko istnieją, a co dopiero, że tak wielki wpływ będą mieli w nadchodzącej IV Rzeczypospolitej Polskiej.

Bagno bosko!

Grażyna Hanaf