Seks jak z dowcipu o piekle

Seks jak z dowcipu o piekle
fot. Krzysztof Gwizdała O polskim bestsellerze traktującym o seksie, książce kapucyna Ksawerego Knotza „Seks jakiego nie znacie”, posiadającej oficjalną akceptację władz kościelnych.
istotne.pl ksiądz, książka, seks

Przeczytałam polski bestseller o seksie, katolicką Kamasutrę: „Seks jakiego nie znacie” kapucyna Ksawerego Knotza. Od deski do deski. I przypomniał mi się dowcip o piekle. Pewien mężczyzna zmarł i stanął przed wyborem: iść do nieba, czy do piekła? Najpierw obejrzał sobie Raj, spacerujących z gracją świętych śpiewających psalmy i zachwycających się cudami boskiego kosmosu. Potem zerknął na piekło. A tam biegające, ponętne i nagie kobiety. Nie zastanawiał się długo. Wybrał piekło i po chwili już biegł za gołą pupą w kształcie serduszka. Kiedy dopędził kobietę, ułożył na ziemi i rozszerzył nogi, okazało się, że dziewczę między udami nie ma nic. Gładkie jest tam jak plastikowa lalka. Zaskoczony i sfrustrowany mężczyzna zakrzyknął do pierwszego diabła, jakiego zauważył…
– Co to jest?!
– To? – dość obojętnie spojrzał na wskazaną diabeł. – To jest właśnie piekło.

Ten dowcip podsumowuje całą książkę „Seks jakiego nie znacie”. Na początku jest pięknie. Kościół oficjalnie mówi o seksie w taki sposób, jakby go sam uprawiał! Okazuje się, że Bóg jednak dał ludziom seksualność i można się nią cieszyć. Pieszczoty genitaliów, gra wstępna, realizacja fantazji erotycznych. Wszystko, na co godzą się małżonkowie i co im sprawia przyjemność, jest dozwolone. Więcej. Zakonnik pisze też o obowiązku zaspokojenia żony przez męża, u którego „[…] wytryskowi nasienia towarzyszy »automatyczna« przyjemność”. Kobietę należy pieścić dłużej, poucza zakonnik „[…] gratyfikować żonie jej oddanie, trud i ryzyko, […] poprzez pieszczenie jej ulubionych miejsc erogennych, a kończąc na stymulacji łechtaczki. Są to ważne elementy ars amandi katolickich mężów”. W ten rewolucyjny sposób kończy kapucyn rozdział „Zaczynamy od czułości”.

Ktoś wnikliwy zapyta, a cóż to za trud i ryzyko podejmuje ta biedna żona i za co tak jej się należy zadośćuczynienie? A tu właśnie zaczyna się piekło!

Zakonnik wysłuchał wielu spowiedzi i wie doskonale, że kobiety boją się zajść w ciążę, a to zmniejsza zacznie przyjemność czerpaną z cielesności, którą tak promuje. Pisze więc tak: „U kobiety podjęcie współżycia seksualnego i ryzyko związane z możliwością zajścia w ciążę w wielu wypadkach nie jest »automatycznie« wynagradzane przez naturę silnym przeżyciem przyjemności”.

Zakonnik rozumie, że stres związany z niechcianą ciążą może odebrać kobiecie możliwość przeżycia orgazmu. Zaleca więc poświęcającą się ofiarę dopieścić, tuż po pełnym stosunku, będącym przyczyną jej stresu. Czy strach przed niechcianą ciążą minie jak ręką odjął po orgazmie łechtaczkowym? Tym się już Kościół nie zajmuje. Najważniejsze jest życie poczęte, nienarodzone. A nuż się udało i właśnie kiełkuje. W pakiecie kobieta katoliczka dostanie orgazm gratis.

No właśnie. Seks tak. Przyjemności tak. Pieszczoty tak. Radość z seksualności tak. Seks cementujący relacje małżeńskie tak. Ciąża… TAK! A dokładniej tylko wtedy można się cieszyć z seksu i tylko wtedy jest on uświęconą częścią sakramentu małżeństwa, kiedy małżonkowie w żaden sposób nie przeszkodzą poczęciu nowego życia.

Co jeśli nie chcą mieć więcej dzieci? Albo chcą mieć je później, niż w pierwszym roku małżeństwa? Jest na to piekielnie dobry sposób! Wstrzemięźliwość!

Wracając do kawału. Ten zagadnięty w kawale diabeł mógłby sfrustrowanemu facetowi podrzucić podręcznik Knotza. Dużo tam o zaletach wstrzemięźliwości, mądrym współżyciu w dni bezpłodne, a nawet podczas mniej obfitych okresów. „Niemniej jednak niektóre kobiety całkiem dobrze znoszą tę fazę cyklu, a ich krwawienia nie są obfite. Nawet w tym czasie są gotowe do podjęcia współżycia seksualnego i wykorzystują ten czas dla skrócenia okresu wstrzemięźliwości”. W książce jest także o pigułkach śmierci (środkach antykoncepcyjnych) i złych prezerwatywach.

„Seks jakiego nie znacie” to tylko powierzchownie książka o seksie. Tylko pozornie jest postępowa. Mówi się w niej, że seks jest potrzebny w związku małżeńskim oraz daje rajskie doznania. Ale to fałszywy obrazek. Kiedy wchodzimy głębiej w lekturę, dowiadujemy się jedynie, jak seksu unikać, jak żyć we wstrzemięźliwości i jak dobrze jest odrzucić wszystkie zdobycze cywilizacyjne, pozwalające regulować ludzką płodność.

Jest w tej książce jedna, stara jak Watykan myśl: seks służy jedynie prokreacji. Opakowanie jest tylko nowocześniejsze. Kościół zgadza się, że seks jest wielka frajdą, ale wierni, szczególnie kobiety, muszą pamiętać o tym, że o ich życiu intymnym zawsze decydować będzie armia mężczyzn żyjących w celibacie.

Grażyna Hanaf