Casablanka – historia miłosna wszechczasów

Casablanka – historia miłosna wszechczasów
fot. Krzysztof Gwizdała Casablanka – miasto, które prawie wszystkim kojarzy się z filmem Michaela Curtisa z Humphrey’em Bogartem i Ingrid Bergman, mimo że ani słynny melodramat, ani nawet pomysł sztuki nie powstały w Maroku.
istotne.pl

Casablanka – miasto, które prawie wszystkim kojarzy się z filmem Michaela Curtiza z Humphrey’em Bogartem i Ingrid Bergman, mimo że ani słynny melodramat, ani nawet pomysł sztuki nie powstały w Maroku. Główni bohaterowie filmu Rick i Ilsa, tak jak Romeo i Julia, nie istnieli w rzeczywistości. Jednak w masowej wyobraźni żyją życiem wiecznym. Pielgrzymujemy do Werony, by stanąć pod balkonem kochanków, a w Casablance pytamy o Amerykański Bar Rickiego.

Białe Miasto nie potrzebuje fabuł z Hollywood, ma swoją prawdziwą miłosną historię, równie pełną pasji, co miłość Rickiego do Ilsy, czy Juli do Romea. Casablanka miała w swej historii dwóch potężnych kochanków, którzy – dzięki swej namiętności – dali jej potęgę i zapewnili rozwój. Jeden był giaurem zakochanym w tej wschodniej piękności, a drugi potężnym i mściwym sułtanem.

Jeden myślał, że jego uczcie jest odwzajemniane, drugi był przekonany, że ukorzył ją i zmusił do posłuszeństwa. Obaj byli w błędzie. Zostali oszukani i zdradzeni.

Zakochany giaur i biała nadmorska dziewczyna

Człowiek-paradoks. Hubert Lyautey (1854-1934). Pierwszy Rezydent Maroka pod protektoratem Francji. Katolik, monarchista i wybitny kolonista przybył pełnić swą funkcję w kwietniu 1912 roku. Rojalista w służbie Republiki, arystokrata z kraju, gdzie gilotyna równała społecznie szlachtę z plebsem, obcinając tym pierwszym głowy. Katolik broniący islamu. Do dziś w Maroku chodzą nieprawdziwe pogłoski, że zmienił swą wiarę i został muzułmaninem.

Za jego czasów Casablanca budziła się po trzystuletnim śnie. Porzucona przez Portugalczyków w XV wieku z powodu ciągłych pirackich ataków, zaczynała wolno nabierać znaczenia jako port na szlaku handlowym z Marsylii, prosperujący doskonale dzięki nowym, bardzo szybkim statkom parowym.

Piękna i niewinna dziewczyna w bieli z portowego miasta. Kto by jej wierzył? Czy zaśpiewała mu „Usiądź przy mym stoliku Milordzie”, gdy spotkał ją po raz pierwszy? Czy ten doświadczony żołnierz i wybitny taktyk niczego nie podejrzewał? A może tak właśnie jest za każdym razem, gdy mężczyzna pokocha kobietę? Wierzy w biel niewinnej sukienki, w łagodny uśmiech, w szept słodki jak szum fal, a portowa knajpka, gdzie ją odnajduje, to tylko romantyczny, nic nie znaczący sztafaż.

Lyautey postanowił zrobić z Białego Miasta królową oceanu i podarować jej bogaty dar: nowoczesny port. Nawet morze było przeciwko niemu. Pływy i silne wietrzne prądy niszczyły wielokrotnie z trudem stawiane konstrukcje. Doradcy i budowniczowie mówili, że projekt jest nie do zrealizowania. A Casablanca czekała na swój prezent cierpliwie.

Otrzymała go. W latach 30. XX wieku, wydolność portu wzrosła do 3 milionów ton transportowanych towarów. Dzięki niemu prowincjonalna panienka niewiadomej konduity stała się metropolią i królową finansów.

Dziś z 4 milionami mieszkańców jest jednym z największych miast portowych na świecie, czwartym co do wielkości miastem w Afryce i największym miastem w Maghrebie. Mieszka tu 10% ludności Maroka, znajdują się tu wszystkie główne siedziby banków, wielkie międzynarodowe przedsiębiorstwa mają swoje biura i przedstawicielstwa. Przemysł tekstylny, spożywczy i metalurgiczny to 60% wszystkich fabryk w kraju.

Reklama McDonald's w centrum CasablankiReklama McDonald's w centrum Casablankifot. Alina Martyniak

Hubert Lyautey miał jedną pasję i jeden cel. Republika Francuska go rozczarowała, czuł się w niej niepotrzebny ze swoimi poglądami. Laicyzacja i równość społeczna w dostępie do władzy –to wszystko oceniał źle. Jak sam pisał, miał we krwi wierność arystokracji i monarchii. Chciał ochronić Maroko przed pomyłkami Europy. Z całą mocą wspierał więc ustrój, który na kontynencie powoli obumierał. Casablanca, królowa oceanu, miała dać bogactwo stworzonemu przez niego nowemu Maroku. Popełnił błąd, tak jak jego następca. Żaden z nich nie spytał jej o zdanie.

Mściwy sułtan

Sułtan Maroka Hassan II (1929-1999), władca nie znoszący sprzeciwu, postanowił dziewczynę utemperować, naznaczając swą władzę nad nią.

Nigdy nie spotkał się z Lyautey’em, który zmarł w 1934 roku we Francji. Nigdy nie darzył wielkim uczuciem miasta. Był chory na astmę, nadmorski klimat mu nie sprzyjał. Jednak, jak wszystko w Maroku, i Casablanca należała do niego. Biała dziewczyna była jego własnością i postanowił ją wyegzekwować. W sercu najbardziej zeuropeizowanego miasta wybudował największy meczet na świecie, zaraz po Mekce i Medynie.

Hassan II również nie przepadał za systemem panującym w Europie. W archiwum cytatów słynnych ludzi gazety „Le Figaro” do dziś jest przechowywana opinia, jaką wypowiedział w jednym z wywiadów: „Europa Zachodnia nie interesuje się niczym innym, jak tylko wielkim żarciem. Jest pod jarzmem kurczaka, wina i abstrakcji”.

Wyczuł zdradę miasta, jego pęd ku wielkiemu żarciu. Casablanca wkładała czador.

Na platformie wspartej na dnie oceanicznym powstawało dzieło wybitne, które miało w sobie pomieścić wszystko, co najpiękniejsze i najważniejsze w kulturze i sztuce muzułmańskiego Maroka. Siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę trwały prace. Hassan II był już stary i schorowany, obawiał się, że nie dożyje ukończenia dzieła. Meczet, na którego budowę złożył się każdy poddany, bo ściągano w tym celu obowiązkowe podatki, został ukończony w 1993 roku, sześć lat przed śmiercią króla i po ponad 13 latach prac. Źródła oficjalne podają, że jego budowa kosztowała ok. 400 milionów euro.

Teraz meczet jest wizytówką miasta, wyróżnia je i przyciąga ciekawych dzieła turystów. Najpierw jest meczet, potem miasto. Hassan II nazwał go swoim imieniem. Lyautey ma tylko maleńki pomnik konny, skryty w ogrodzie konsulatu Francji przy placu Mohameda V. Meczet mieści w swej przestrzeni ponad 100 tysięcy wiernych, port w Casablance zajmuje nadal jedną z pierwszych pozycji na świecie z ok 20 milionami ton przeładowywanych towarów.

Na pierwszym planie meczet HassanaII, w oddali port Marszałka LyauteyaNa pierwszym planie meczet HassanaII, w oddali port Marszałka Lyauteyafot. Alina Martyniak

Obaj chronili system oparty na tradycji i wierze. Żaden nie powstrzymał zmian. Gdy wierni przytulają twarze do ziemi kłaniając się Bogu, biała dziewczyna przechodzi obok niezauważona.

Dziś nazywa się Wielka Casa. Jej królestwo to nocne kluby i bary, gdzie bawią się dzieciaki najbogatszych Marokańczyków. „Bobaski bogaczy” to tytuł artykułu w marokańskim tygodniku. Na pierwszym zdjęciu cztery dziewczyny w skąpych strojach tańczą na barze w nocnym klubie. Młodzi, bogaci i beztroscy. Dzieciaki elity finansowej i politycznej. Kluby i dyskoteki Casablanki, Maroka, Europy są dla nich drugim domem. Kupują sobie samochody sportowe, jak inni skarpetki. Wydają dziennie po 8 tysięcy euro i bawią się, nie myśląc o pracy, czy przyszłości, którą zawsze zapewni bogaty tatuś.

Dwie współczesne Marokanki w CasablanceDwie współczesne Marokanki w Casablancefot. Alina Martyniak
Marokanka w tradycyjnym stroju na jednej z ulic starej CasablankiMarokanka w tradycyjnym stroju na jednej z ulic starej Casablankifot. Alina Martyniak

Wielka Casa to świat niewyobrażalnego luksusu dla zwykłego Marokańczyka. Wielka Casa ma taką finansową moc, że potrafiła zaskoczyć samego władcę Mohameda VI, który jest kolekcjonerem najnowszych i unikatowych modeli samochodów. Pewnego razu, gdy już miał podpisywać zamówienie z firmą Mercedes na dostarczenie świeżutko wyprodukowanego modelu, doniesiono mu, że prototyp ten był już zamawiany. I to gdzie? W jego rodzinnym kraju, przez bogatego trzydziestolatka z Casablanki. Mohamed VI anulował swe zamówienie i obył się smakiem, nie był pierwszy.

Biała dziewczyna Huberta Lyautey’a nosi dziś mini spódniczkę i wysokie obcasy na smukłych nogach. Idzie swobodnie nadmorską promenadą, a pod lekką bluzką łagodnie falują jej nagie piersi. Tańczy na barze w nocnych klubach, lata za pieniądze bogatego tatusia do Madrytu na shopping, Nie dba o swoje dziewictwo, kocha się gdy ma ochotę i uprawia seks, gdy się zakocha. Jest dziewczyną z portu. Wie czego chce, potrafi o siebie zadbać.

Grażyna Hanaf