Pirat drogowy bezkarny

Pirat drogowy bezkarny
fot. sxc.hu W niedzielę młody kierowca Hyundaia piratował na drodze do Krępnicy. Cudem nie wjechał w inne auto. Niestety udało mu się uciec z miejsca zdarzenia.
istotne.pl krępnica, pirat, drogowy

O sprawie poinformowała nas czytelniczka, pasażerka auta, w które o mały włos nie wjechał kierowca czarnego, trzydrzwiowego Hyundaia.

– W niedzielę jechałam z chłopakiem do Dąbrowy, kiedy z naprzeciwka, na ostrym zakręcie, wypadł czarny samochód – opowiada dziewczyna. – Jechał prosto na nas z dużą prędkością. Mój chłopak odbił w prawo i zatrzymał się na poboczu. Tylko dzięki rosnącym tam drzewom nasze auto nie zsunęło się ze skarpy.

Zakręt na drodze do Krępnicy, z którego wypadł HyundaiZakręt na drodze do Krępnicy, z którego wypadł Hyundaifot. G. Hanaf

Kierowca Hyundaia wypadł z drogi i zatrzymał w płytkim rowie. Świadkami zdarzenia byli przejeżdżający rowerzyści, którzy zatrzymali się słysząc pisk opon. Dziewczyna opowiada, że jeden z nich zaczął rozmawiać z piratami drogowymi.

– Kiedy wyszłam z samochodu, zobaczyłam, że mężczyzna na rowerze zatrzymał się przy Hyundaiu, z którego wysiadł pasażer – opowiada czytelniczka. – Był to młody, dwudziestokilkuletni chłopak. Poprosił rowerzystę, by pomógł mu wypchać auto. Usłyszałam jak rowerzysta mówi: „Jesteś pijany, nie powinieneś w ogóle wsiadać za kierownicę”. Mówił to chyba do pasażera. Ale według mnie kierowca też był pijany.

Czytelniczka opowiada, że między rowerzystą, a prawdopodobnie pijanym pasażerem Hyundaia doszło do ostrej wymiany zdań. – Poleciało kilka słów na "k" – mówi dziewczyna. – W końcu rowerzysta postraszył chłopaka policją i w ten sposób go uspokoił. I ja postanowiłam zawiadomić policję. Ale trochę to trwało.

Miejsce, w którym Hyundai wypadł z drogiMiejsce, w którym Hyundai wypadł z drogifot. G. Hanf

Dziewczyna opowiada, że numer 997 był długo zajęty. Dodzwonienie się na policję zabrało, jak mówi, dobre pięć minut. W końcu się połączyła. Jej chłopak zjechał z pobocza i odjechał trochę dalej. Musieli zawrócić, bo chcieli zaczekać na radiowóz na miejscu zdarzenia.

– Kiedy już poinformowaliśmy policję i wróciliśmy w to samo miejsce, Hyundaia nie było – mówi młoda kobieta. – Ktoś im chyba pomógł i wypchał auto. Postanowiliśmy pojechać za nimi, a raczej w kierunku, w którym musieli odjechać. Znaleźliśmy ich na parkingu pod Biedronką na Dolnych Młynach. Na masce była jeszcze trawa. Minął nas też policyjny radiowóz. Miałam nadzieję, że ich złapią.

Zapytaliśmy rzeczniczkę policji, Adrianę Szajwaj, czy policja zatrzymała kierowcę Hyundaia.

– Rzeczywiście w niedzielę około godziny 19:00 otrzymaliśmy takie zgłoszenie – mówi Szajwaj. – Na miejsce zdarzenia niezwłocznie został wysłany radiowóz. W sumie w poszukiwania zaangażowane były trzy patrole. Ale nie udało się odnaleźć samochodu. Szkoda, że zgłaszający nie zadzwonił do nas jeszcze raz i nie poinformował, gdzie znalazł auto, które o mało w niego nie wjechało.

Adriana Szajwaj radzi, by w takich wypadkach, jak opisany, zapamiętywać jak najwięcej szczegółów. Rejestrację samochodu, kolor, markę, a także wygląd kierowcy i pasażerów.

– Każde zgłoszenie jest sprawdzane i zdarza się zatrzymać po takim zgłoszeniu kierowcę, który stwarzał zagrożenie na drodze – mówi rzeczniczka. – W okresie letnim prowadzone są też wzmożone kontrole w okolicach kąpielisk. Przebywa tam wtedy więcej osób, dużo dzieci i dla nich pijani kierowcy lub tacy, którzy jeżdżą z niedozwoloną prędkością są szczególnie niebezpieczni.

(informacja: G. Hanaf)