Kłopoty z autem odzyskanym przez policję

Kłopoty z autem odzyskanym przez policję
fot. sxc.hu Małżeństwu z Bolesławca skradziono samochód. Policja odnalazła go po kilku miesiącach. Ale właściciele go nie odzyskali, bo wciąż nie mogą odebrać auta z policyjnego parkingu.
istotne.pl prokuratura, kradzież, auto

O sprawie poinformował nas Czytelnik Piotr. Audi 80 ukradziono mu sprzed bloku przy ulicy Wybickiego w styczniu 2010 roku. W październiku zadzwonił do niego policjant z Pieńska i poinformował, że samochód został tam odnaleziony i przetransportowany na parking policyjny w Jeleniej Górze. Piotr pojechał na parking, gdzie pokazano mu jego Audi. – Samochód miał przebite numery – opowiada Piotr. – I, co najśmieszniejsze, złodziej zamontował w nim alarm.

Wizualnie auto było w dobrym stanie. Wyładowany akumulator nie pozwolił jednak ocenić, jaki jest jego faktyczny stan techniczny. Samochód był zalany wodą, bo ktoś zostawił w nim otwartą pokrywę od bezpieczników. Parkingowy powiedział, że samochód był technicznie sprawny, kiedy przyjechano nim na parking w lipcu. – Nie wiem dlaczego zawiadomiono mnie dopiero w październiku, jeżeli samochód odnaleziono wcześniej, jak wynikało ze słów pracownika parkingu – zastanawia się Piotr. Stwierdza też, że o samochody przetrzymywane na policyjnym parkingu nikt się specjalnie nie troszczy. – Przy mnie parkingowy otworzył drzwi samochodu tak zamaszyście, że uderzył nimi z całej siły w wypasione BMW 6, zaparkowane obok – opowiada mężczyzna.

Po oględzinach swojego auta Piotr podpisał dokument, w którym deklarował odbiór samochodu. Ale zabrać go nie mógł. Musiały zostać spełnione formalności, o których mężczyzna nie miał pojęcia. Dowiedział się tylko, że w Jeleniej Górze jedynie przetrzymują skradzione samochody i na tym ich rola się kończy. Zadzwonił więc do Pieńska. Tam poinformowano go, że sprawę przejęła prokuratura w Zgorzelcu (gmina Pieńsk jej podlega) i podano mu numer do prokuratury i nazwisko osoby prowadzącej – prokurator Barbary Ziemblickiej.

Piotr próbował przez miesiąc skontaktować się z Ziemblicką. Ale informowano go, że albo była zajęta, albo na zwolnieniu. Kiedy w końcu się dodzwonił, ta poprosiła go o numer sprawy. – Wszystko dotychczas odbywało się drogą telefoniczną – wyjaśnia nam Piotr. – Nie dostałem żadnego pisma, a tym bardziej nie znałem numeru sprawy. To od prokuratury chciałem się tego dowiedzieć. Niestety, kiedy powiedziałem, że numeru sprawy nie znam, w odpowiedzi usłyszałem, że pani Ziemblicka ma tyle spraw na głowie, że nie będzie teraz szukać dla mnie akt. Kazała mi czekać na pismo.

Pierwsze i jedyne pismo przyszło z sądu w Żaganiu. Był to akt oskarżenia trzech osób, które kradły samochody, w tym Audi Piotra. Dla złodzieja, któremu udowodniono kradzież jeszcze trzech innych samochodów, proponowano ponad rok więzienia. Złodziej przyznał się do kradzieży. Nie działał sam. Skradzione auto przetrzymywała mu znajoma, inny mężczyzna zajmował się przebijaniem numerów. Dopiero w marcu 2011 roku odbyła się rozprawa. Samochód prawowitych właścicieli niszczał na policyjnym parkingu już ponad pół roku.

Barbara Ziemblicka, która odprawiła z kwitkiem poszkodowanego, nie odpowiedziała też na pytania naszej dziennikarki. Odparła, że nie udziela informacji przez telefon, bo nie może zweryfikować danych rozmówcy. Zwróciliśmy się do rzeczniczki Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze Violetty Niziołek, która – przez telefon – bez problemów wyjaśniła całą sytuację.

– Poszkodowany powinien się zgłosić do sądu w Żaganiu, gdzie udzielą mu informacji, kiedy i na jakiej podstawie będzie mógł odebrać auto – wyjaśniła rzeczniczka. – Odzyskanie skradzionych aut, w których złodziej wymieniał elementy (silnik lub inne urządzenia), jest prawnie skomplikowane. Wstępnie wiem, że w skradzionym Audi były włożone elementy z innego samochodu. Samochód poszkodowanego stał się dowodem rzeczowym i został pozostawiony do dyspozycji sądu. Kiedy zakończą się wszystkie procedury związane z ustaleniem do kogo należą włożone do samochodu części, właściciel będzie mógł odzyskać samochód.

Informację, którą uzyskaliśmy od rzeczniczki prokuratury, nasz Czytelnik powinien otrzymać niezwłocznie po zawiadomieniu go o odzyskaniu jego samochodu. A tak odsyłany był od jednego posterunku policji do drugiego. W prokuraturze w Zgorzelcu, która prowadziła sprawę, potraktowany został jak niewygodny petent. Nic dziwnego, że Piotr nie ma zbyt dobrej opinii o wymiarze sprawiedliwości. – Chyba naprawdę lepiej kraść w tym kraju – mówi ironicznie. – Po wszystkich perypetiach związanych z ukradzionym samochodem, tylko czekać, by mi zaczęli naliczać opłatę za policyjny parking. W końcu podpisałem dokument, że decyduję się samochód odebrać. A było to w październiku zeszłego roku.

(informacja: ii)