Raduli – nie jestem trendy

Raduli – nie jestem trendy
fot. Krzysztof Gwizdała Marek Raduli, uznany gitarzysta i kompozytor, przyjechał na Festiwal Blues nad Bobrem jako wykładowca. Podczas jam session zagrał koncert wraz ze swoim zespołem „Pi Er 2”.
istotne.pl blues nad bobrem, marek, raduli

Marek Raduli, wielu osobom najbardziej znany jako gitarzysta Budki Suflera, kompozytor i aranżer, przyjechał na Jubileuszowy Festiwal Blues nad Bobrem na kilka dni. Oprócz wykładów zagrał też koncert ze swoim zespołem Pi-Er-2 (Wojciech Pilichowski – bas, Tomasz Łosowski – perkusja).

Marek Raduli podczas koncertu w Zamku KliczkówMarek Raduli podczas koncertu w Zamku Kliczkówfot. Krzysztof Gwizdała

Artysta jest wykładowcą na warsztatach BnB od 10 lat. Ceni Festiwal i cieszy się, że znalazł tak godną oprawę, jakim są wnętrza zamku Kliczków.

– Na warsztatach Blues nad Bobrem jestem twórcą i tworzywem – mówi Raduli. – Uczę młodych ludzi jak grać, a jednocześnie dzielę się z nimi samym sobą i sam uczę się od wykładowców, którzy tu przyjeżdżają. To jest właśnie ideą tych warsztatów. Mamy tu do czynienia z ludźmi, którzy dzielą się wiedzą, ale też wymieniają doświadczeniami, mówią o tym, czego dokonali, pokazują nowe umiejętności. Sami wykładowcy to elitarna grupa potrafiąca przekazać swoją wiedzę, pasję i czystą radość, która płynie z grania.

Drugiego dnia warsztatów na jam session Raduli zagrał ze swoim zespołem koncert, na którym zaprezentował ostatnia płytę „Time52”. Był to bardzo dobry koncert rockowo-jazowy. Wielu warsztatowiczów nie mogło się otrząsnąć po takim kawałku doskonałej muzyki i wirtuozerii gry na instrumentach. Na szczególną uwagę zasłużyło wykonanie utworu„Minaret voice”, który promował „Time52” w Internecie.

– Grać dla warsztatowiczów i wykładowców, to nie to samo, co grać przed inną publicznością – mówi Marek Raduli o swoim koncercie na Zamku. – Nie można już wyżej ustawić poprzeczki. Zazwyczaj, kiedy gra się koncert, to słucha go i loża pochlebców, i szyderców. Tu są tylko szydercy – śmieje się i wyjaśnia. – Ludzie, którzy znają się na tym, co robię, sami tworzą, potrafią znaleźć najdrobniejszy błąd. To, że porwaliśmy ich do wspólnej zabawy, jest czymś wyjątkowym.

Utwór „Minaret voice” powstał podczas jednej z licznych podróży Marka Raduli, który tak naprawdę nie lubi jeździć po świecie. – Żaden ze mnie Tony Halik – mówi gitarzysta. – Nie lubię podróżować, a gram z zespołami i firmami, które ciągle gdzieś jeżdżą. I tak zawędrowałem do Egiptu, choć nie cierpię piasku i pustyni. Płynąłem po oceanie, choć mam chorobę morską. Zwiedzałem górskie miejscowości, chociaż, będąc góralem, nie znoszę gór.

Raduli zapytany, czy napisał utwór, bo uległ modzie na wschód, odparł, że nie jest zupełnie trendy (modny). – My nie gramy zarobkowo w „Pi-eR-2”, nie musimy – powiedział. – Płyta „Time 52” została wydana w jakiś dwóch tysiącach egzemplarzy, sprzedaliśmy wszystkie i nie zamierzamy jej wznawiać. Cieszy mnie to, że fani potrafią za naszą płytę zapłacić ponad dwieście złotych na Allegro. Mogę powiedzieć, że gramy w pełni naszą (wymyśloną przez nas muzykę) dla czystej przyjemności wspólnego grania i bycia dla publiczności. Poszliśmy w stronę prostoty, komunikacji, rytmiki. Chociaż dla smakoszy czegoś głębszego, też znajdą się smaczki w drugim planie.

We wtorek, 10 sierpnia, o godzinie 20:00 organizatorzy Festiwalu Blues nad Bobrem zapraszają na kolejny koncert w ramach jam session. Wystąpi Leszek Cichoński z zespołem. Wstęp wolny.

(informacja Grażyna Hanaf)