Okrutni za młodu

Okrutni za młodu
fot. Krzysztof Gwizdała Feleiton na temat przestępczości młodocianych
istotne.pl młodzież, przestępstwo

W Lublinie student został zakatowany na śmierć przez dziesięciu pijanych bandytów. Napadli na niego i jego dwóch kolegów, bili ich drewnianymi drągami wyrwanymi z ławek, kamieniami i kostką brukową. Mordercy mają od szesnastu do dwudziestu kilku lat.

Tej samej nocy w Rzeszowie kilkudziesięciu agresywnych i zamaskowanych kibiców rozpętało uliczną awanturę. Zniszczyli dwa radiowozy policji. Krzyczeli przy tym: "Zapłacić za Łódź".

Tymczasem w Łodzi nad ranem policja zatrzymała pięć osób podejrzanych o brutalne pobicie sześćdziesięcioletniego mężczyzny, który ośmielił się zwrócić uwagę, że za głośno się bawią. Starszy człowiek na krawędzi śmierci trafił do szpitala. Oprawcy mają po dwadzieścia parę lat, dwoje z zatrzymanych to kobiety. To wszystko zdarzyło się jednej tylko nocy, z 5 na 6 czerwca.

Mit niewinności

To, że coraz więcej jest przestępców wśród młodych, często nawet nieletnich ludzi, już samo w sobie niepokoi. O wiele groźniejszym zjawiskiem jest jednak wzrost ilości popełnianych przez nich przestępstw uznanych za szczególnie niebezpieczne dla życia i zdrowia. Chodzi o zabójstwa, pobicia, gwałty i rozboje. Młodzi bandyci są bezwzględni, bardzo agresywni i okrutni.

A przecież wydawałoby się, że dzieciństwo i lata młodzieńcze to okres łagodny i radosny. Dzieci stawiane są za wzór niewinności godnej naśladowania. W wyobrażeniu dorosłych dziecko nie jest zdolne nienawidzić, zabić lub popełnić innego niemoralnego czynu.

Rzeczywistość zdaje się temu przeczyć, przynajmniej w odniesieniu do nastolatków. Jak to bowiem możliwe, by wkrótce po wejściu w wiek młodzieńczy w psychice człowieka następowała zmiana tak dramatyczna, że z niewinnego dziecięcia staje się on bezwzględnym mordercą? Nie sposób całej winy zrzucić na demoralizujący wpływ społeczeństwa dorosłych.

Wiadomo zresztą, że młodzi przestępcy demoralizują siebie sami, muszą więc nosić w sobie zalążek własnej niegodziwości. Podlewany alkoholem zalążek ten rozrasta się do monstrualnych rozmiarów. Według policji to właśnie alkohol najsilniej wzmaga brutalność i agresję, lecz jest jeszcze drugi czynnik, który wyzwala najgorsze instynkty: obecność grupy. W towarzystwie kolegów pijani bandyci nie mają skrupułów.

Lecz skąd agresja bierze się w osobowości młodych ludzi? Najprostszym wyjaśnieniem jest stwierdzenie, że była tam od początku, jeszcze zanim stali się nastolatkami. Wrodzona, i może też wpojona przez rodziców, szkołę, otoczenie, dorastała wraz z dzieckiem, by w końcu zyskać nad nim panowanie po kilkunastu latach. Takie tłumaczenie jest jednak nie do przyjęcia dla wielu dorosłych ludzi, którzy przekonani są o szlachetności swojej i swoich dzieci. Muszą być inne przyczyny.

Łańcuch bez końca

W połowie lat dziewięćdziesiątych CBOS zapytał Polaków, co ich zdaniem ma wpływ na rosnący poziom przestępczości. Najwięcej ludzi wskazało bezrobocie i biedę, czyli problemy dotyczące wielu Polaków. Fatalna sytuacja życiowa rzeczywiście popycha ku przestępstwu, zwłaszcza że człowiek, który stracił pracę i to, co posiadał, nie ma już więcej do stracenia. Lecz czy właśnie w biedzie i bezrobociu leży źródło przestępczości młodzieży?

Brak pracy dotyka co piątego, a może co czwartego Polaka, lecz z pewnością nie szesnastoletniego wyrostka. Nie należy chyba podejrzewać, że problem ze znalezieniem zatrudnienia powoduje silną frustrację licealisty czy ucznia technikum. Silną do tego stopnia, że zmusza ona do zaatakowania, nawet zabicia pierwszego lepszego przechodnia.

Bieda sama w sobie także nie wydaje się dobrą przyczyną. Młodzi przestępcy rzadko muszą żywić własną rodzinę, opłacać mieszkanie czy kupować leki. Mają za to pieniądze na alkohol, papierosy, bilet na mecz albo nowy dres. W dodatku o ile bieda może skłonić do włamania bądź kradzieży, o tyle trudno sobie wyobrazić, by zmasakrowanie innego młodego człowieka poprawiało byt cierpiącego ubóstwo wyrostka.

Można poszukiwać innych, bardziej abstrakcyjnych przyczyn wzrastającej agresji i przestępczości młodych ludzi. Na przykład brak perspektyw. Młodzi nie widzą przed sobą życiowej przyszłości i wobec tego narastający gniew przeciw tak urządzonemu światu wyładowują na sobie i innych. Albo brak zainteresowań i aspiracji. Młodym ludziom nie zależy na osiąganiu czegokolwiek, więc skupiają się na tym, co najprostsze, czyli biciu.

Jednak za każdym razem, gdy wymienia się mniej lub bardziej popularną przyczynę, rodzi się kolejne pytanie: dlaczego to wyzwala właśnie agresję, a nie powiedzmy apatię czy zniechęcenie. Łańcuch przyczyn można rozwijać dalej w nieskończoność, wskazując na coraz bardziej ogólne czynniki, aż dojdziemy do wniosku, że świat wokół nas jako taki wzbudza gniew. Tropienie powodów bandyckiej agresji młodzieży może być bezowocne. Choćby dlatego, że nie uda się znalezionych przyczyn usunąć, bo w jaki sposób naprawić cały świat?

Lęk przeciw agresji

Zamiast zmagać się z płonącym lasem łatwiej jest kontrolować małe ognisko. Może zatem lepiej byłoby uznać, że agresja i niegodziwość tkwi w naturze człowieka już od narodzin. Trzeba ją tylko umieć kontrolować tak, aby nie rujnowała życia dorastającemu dziecku i innym ludziom.

Mit dziecięcej niewinności usypia czujność dorosłych do chwili, gdy jest już zbyt późno. Dziecko z założenia nie może odczuwać złych emocji, więc nikt nie uczy młodego człowieka, jak radzić sobie z frustracją, gniewem czy zawiścią. A okazji do poznania tych emocji rodzina, szkoła bądź rówieśnicy nie szczędzą dzieciom i nastolatkom. I jest to z pewnością nieuniknione.

Czy powinniśmy rozmawiać z przedszkolakami o agresji i przestępstwach? Odpowiedź na to pytanie jest mniej kłopotliwa, niż można by oczekiwać. Ludzkość od wieków ten temat porusza, choć może nie w dosłowny i bezpośredni sposób, zamykając go w metaforze baśni. Lecz czymże są baśnie, jeśli nie opowieściami o okrutnych zbrodniach popełnianych z zawiści lub chciwości, w dodatku popełnianych często przez najbliższą rodzinę.

Współcześni rodzice i pedagodzy boją się jednak wobec dzieci mówić otwarcie o zbrodni. Baśnie stają się coraz bardziej łagodne i delikatne. Dydaktyczne książeczki i filmy dla dzieci ociekają wręcz słodyczą i naiwnością, tak jakby dorośli sami lękali się cierpienia, przemocy i widoku krwi. I lękają się rzeczywiście, bo w społeczeństwie narastają obawy przed młodymi bandytami.

O rozmiarach tych lęków świadczą histeryczne reakcje, takie jak bolesławiecki marsz przeciw rasizmowi i przemocy. Śmierć nastolatka o ciemniejszym kolorze skóry sprowokowała lawinę plotek o rasistowskim mordzie popełnionym przez skinów. To wystarczyło, by obudzić lęk wśród młodzieży, która przeszła ulicami miasta w milczącym proteście przeciwko bliżej nie określonej przemocy.

Milczenie, choćby najgłośniejsze, pozostaje jednak ciszą. Zamiast protestować może lepiej byłoby porozmawiać z młodym człowiekiem o agresji, zanim to ona przemówi pierwsza.

Krzysztof Gwizdała