Ochrona życia poczętego

  • Ciekaw jestem czy kościół katolicki broniąc życia poczętego ma na myśli też naszych wrogów. Tych przeciw którym utrzymujemy armię, zbroimy się i zawieramy sojusze wojskowe. Problem wbrew pozorom jest istotny gdyż broni tym samym wzrostu populacji przeciwnika.

  • Naszych wrogow? :D.

  • Na ten temat to księża nie powinni się w ogóle wypowiadać, bo pojęcie o ciąży i różnych zagrożeniach dla życia kobiety jest u nich zerowe. Ja byłam w takim zagrożeniu 2 razy, mi się udało, ale innym paniom nie zawsze. Do grobowej deski będę wychwalać ówczesnych bolesławieckich ginekologów, nieżyjących lekarzy Niewodniczańskiego i Tomczaka oraz żyjącą doktor Pawlik. Matka to też poczęte życie i ją też należy chronić a nie niejednokrotnie skazywać na to, że mam rodzić nawet gdyby potem miała umrzeć.

  • Szafira, a moze to Ty powinnas miec zakaz wypowiadania sie w tym temacie. Bo Twoje pojecie o tym co mowi nt KK jest zerowe.
    Pozdrawiam.

  • Jak będziesz Marcelu w ciąży, która zagraża twojemu życiu to pogadamy jak równy z równym. Inaczej są to dla mnie zwykłe ble ble.

  • Przedmówczyni ma rację. Ze sprawami laryngologicznymi udajemy się do laryngologa, a nie babiny stawiającej tarota. Podobnie ze sprawami kobiecymi i ginekologicznymi. Tu szukamy porady u praktykujących ginekologów, a nie duchownych (obojętnie jakich wyznań, bo większość z nich lubi zajmować się sprawami seksu). Niech sobie pisują traktatu, ilu diabłów zmieścić się może w pudełku zapałek.

  • Szafira przykro mi, ze znalazlas sie w takiej sytuacji. To jednak nie uprawnia Ciebie i innych do falszywego wypowiadania sie nt nauki KK w tej kwestii.

    Otoz, gdy ZYCIE matki oczekującej narodzin dziecka jest zagrozone, ma ona prawo decydowac sie na wszelkie formy koniecznej dla siebie terapii! Takze na takie formy terapii, które moga doprowadzac do niechcianej i niezamierzonej przeciez smierci dziecka
    (patrz wujek Google: zasada podwojnego skutku. Sformułował ja w 13 w. Sw. Tomasz z Akwinu).

    Aborcja z definicji ma miejsce jedynie wtedy, gdy czyni się cos po to, by zabic niewinne dziecko, a nie po to, by ratowac zagrozone zycie matki.

    Takie jest stanowisko KK.
    Pozdrawiam.

  • A jakie jest stanowisko Tesco?

  • No i po co takie tematy, żeby się mieszac z błotem na forum?

  • Głupoty pleciesz Marcelu, jeśli lekarz mówi, jak pani nie usunie ciąży to umrze i pani a dziecko razem z panią to znaczy, że nie ma tu terapii. I to jest wasze głupie myślenie. Gdyby była odpowiednia terapia na każde kłopoty ginekologiczne to kobiety nie umierałyby przy porodzie i nie byłoby poronień. Przestań wypisywać te swoje głupoty, bo się tylko ośmieszasz. I nie mieszaj do tego Boga, bo on wie co robi, w przeciwieństwie do ciebie.

  • Widzisz, gdy Twoje życie jest zagrożone masz prawo się bronić (czyt. Użyć wszelkich sposobów, by ratować SIEBIE). Przepraszam, ale zapytam jak się ma bronić dziecko? Wydaje mi się, że problem w tej kwestii jest wielki i przyznam, że nigdy nie chciałbym go rozwiązywać w życiu.
    Pozdrawiam.

  • Każda kobieta powinna mieć wybór zresztą my faceci to dopiero jesteśmy zabujcami przecież większość z nas puka w jajko i jakoś nikt afery z tego nie robi.

  • – Moje gratulacje.
    – Nie nie, Ignis, to nie ja zaszedłem w ciążę. Mój kolega ze studiów będzie miał dziecko.
    – A. To co innego.
    – Ale wiesz, podobno starał się od przeszło dwóch lat.
    – ?
    – No rozumiesz, dwa lata pożycia małżeńskiego i nic, dopiero teraz się udało.
    – Czemu? Nie mógł trafić?
    – Nie, jakieś biologiczne przeszkody.
    – Dlaczego tyle to trwało?
    – Cóż, Ignis, nie od pierwszego zapłodnienia udaje się mieć dziecko.
    – Zapłodnienia powiadasz.
    – No, mam na myśli nie stosunek, tylko połączenie się plemnika z komórką jajową w drogach rodnych kobiety.
    – Czyli nie zawsze, gdy dojdzie do tego połączenia, może urodzić się dziecko?
    – Nie zawsze, a tak naprawdę, to chyba rzadko wychodzi z tego dziecko. Większość zapłodnień kończy się bez skutku.
    – A jak to jest bez skutku?
    – No przestaje się rozwijać w stadium zygoty albo blastocysty i...
    – Blastoco?
    – Blastocysta to kilkukomórkowe stadium rozwoju zarodka. Najpierw jest zygota, czyli zapłodniona komórka jajowa. Zygota dzieli się na pół i na pół i znowu i tak stopniowo powstaje najpierw morula, czyli garstka komórek przypominająca owoc bodajże morwy, a po polsku jeżynę, a potem ta jeżyna robi się większa i pusta w środku i to jest właśnie blastocysta. W stadium blastocysty zarodek, z tego co pamiętam, może się zacząć zagnieżdżać w macicy i dalej rozwijać się w pęcherzyk zarodkowy, a później pęcherz płodowy z płodem w środku.
    – Uff. Ale co oznacza, że przestaje się rozwijać?
    – No, obumiera, zostaje wydalony z macicy, niejako poroniony w bardzo wczesnym stadium.
    – Dlaczego tak się dzieje?
    – Natura decyduje o takich losach zarodka, gdy ma podejrzenia, że zarodek jest uszkodzony, wadliwy, zagraża późniejszymi błędami budowy lub funkcjonowania.
    – Czyli dzięki temu mechanizmowi mniej mamy kalekich karłów, ludzi-słoni, kobiet z brodą i kadłubków?
    – No, można tak powiedzieć. Ale to akurat nie jest głównym powodem, dla którego to opowiadam.
    – Słucham dalej z zacietrzewieniem.
    – Otóż w ciekawej pozycji do tych przyrodniczych faktów stoi nauka Kościoła.
    – Och, Święta Matka na pewno wymyśliła jakiś filozoficzny bubel.
    – O tak, postarała się. Jak myślisz, czy Kościół wie, kim są jego wierni?
    – No, chyba tak, to są ludzie ochrzczeni.
    – Ochrzczeni to jeszcze zrozumiem. Ale kim są ludzie?
    – No, gatunek Homo sapiens, rodzaj Homo, rodzina Hominidae, rząd Primates, gromada Mammalia...
    – Ale co to znaczy pojedynczy człowiek?
    – No, hm. Chyba chodzi o osobnika wspomnianego gatunku.
    – Świetnie. Tylko co to znaczy osobnik.
    – Wydawało mi się, że jest to najmniejszy zdolny do samodzielnego życia w naturalnym środowisku zbiór tkanek. Izolowana wątroba nie jest pojedynczym osobnikiem, podobnie jak rój pszczół.
    – Ha! I tu się mylisz!
    – M?
    – Otóż Święta Matka jest lepsza w te klocki i wymyśliła pojęcie istoty ludzkiej. Jest to dowolny zbiór tkanek mający teraz, w przeszłości lub przyszłości zadatki na człowieka. W ogóle jest to dowolny zbiór czegokolwiek mający zadatki na człowieka.
    – Zmierzasz do blastocysty?
    – No właśnie. Według Kościoła istotą ludzką jest blastula, morula, ba, nawet zygota sama.
    – A plemnik?
    – Niestety, Kościół jest niekonsekwentny, bo gdyby był, wówczas nie stwarzałby bubli. Otóż plemnik i komórka jajowa nie są istotą ludzką.
    – Gdyby były, pojęcie istoty ludzkiej byłoby równoważne pojęciu gatunku Człowiek rozumny. Przynajmniej miałoby to jakiś sens praktyczny.
    – Nie ma tak dobrze. Zygota jest istota ludzką, zaś plemnik jest tylko spermą i nie ma żadnych praw.
    – Praw?
    – No właśnie, Ignis. Tu zaczyna się najlepszy kabaret. Otóż istota ludzka posiada pewne prawa. Na przykład prawo do życia.
    – Uuu. Czyli komórki jajowe i plemniki można tłuc obcasami ile wlezie, bo one są tylko wydzielinami ustrojowymi. Ale jak się połączą, to dzwonią dzwony, zstępuje anioł stróż i teraz ani ruszyć zygoty nie wolno.
    – Tak, jest nietykalna, ponieważ stała się istotą ludzką.
    – A czy Ty pamiętasz ten moment?
    – Zapłodnienia? Raczej nie bardzo. No chyba trudno przypuszczać, że pojedyncza komórka ma taką świadomość, że będzie cokolwiek pamiętać.
    – A gdybyś był nieudaną zygotą?
    – O, i tu jest najciekawsze. Otóż nieudana zygota zostaje wyeliminowana. Natura pozbywa się bubla i dochodzi do poronienia. Matka najczęściej o tym nie wie. Najwyżej zauważa, że współżyła w dniach płodnych, ale w ciążę nie zaszła.
    – A co z prawami zygoty? Przepraszam, istoty ludzkiej.
    – Natura gwałci fundamentalne prawo zygoty do życia!
    – Jejejej, co za podła Natura. Któż ją taką podłą stworzył?
    – Pan Bóg.
    – Ups.
    – No widzisz, Ignis? Kościół jest lepszy od Natury, bo Kościół daje prawo do życia każdemu zarodkowi, a Natura nie wszystkim.
    – O ile się nie mylę, Kościół jest przeciwny usuwaniu zarodków lub prowadzeniu na nich eksperymentów, ponieważ zniszczenie zarodka to morderstwo.
    – Ale ten sam Kościół sprzyja morderstwom.
    – Jakże to?
    – Ano tak: najbardziej pielęgnowaną komórką społeczną jest tak zwana rodzina. Jest to jeden z lepszych patentów, jakie Kościół wynalazł, a mianowicie wzorem i ideałem wszystkich rodzin jest związek nieletniej dziewicy z podstarzałym wdowcem, przy czym ojciec ich syna nie jest mężem matki. Przestań się zarykiwać.
    – Kiedy nie mogę.
    – Ale to jeszcze nic. Otóż rodzina to małżeństwo. A małżeństwo to instytucja uświęcająca rozmnażanie. Powołaniem małżeństwa jest posiadanie potomstwa do tego stopnia, że małżeństwo nie pragnące potomstwa jest nieważne.
    – Oj, bo zdechnę!
    – A posiadanie potomstwa to liczne próby zapłodnienia. W tym także nieudane. No i Kościół nie zauważył, albo w książkach nie doczytał, że nawołując do płodzenia potomstwa i pielęgnowania życia rodzinnego jednocześnie nawołuje do masowej zagłady tysięcy nieudanych zygot wbrew ich niepodważalnemu prawu do życia.
    – He he, a to ci pułapka!
    – Przyznasz Ignis, że jest to wyjątkowo niedorzeczny Kościół. – Jak zwykle sprawa rozbija się o kompletne pomieszanie pojęć i brak jakichkolwiek definicji. Po raz setny okazuje się, że jeśli się nie ma zdefiniowanego porządnego systemu pojęć i aksjomatów, to wychodzi dupa, nie filozofia. I jak zwykle okazuje się, że katolicyzm to światopoglądowa prowizorka, którą łata się byle czym w miarę, jak dziury wylatują. Nic dziwnego, że tyle hałasu robią o klonowanie i aborcję.
    – No to jeszcze na deser przebój sezonu. Duchowa adopcja.
    – Że co???
    – Jest to pomysł na ratowanie biednych dusz nienarodzonych dzieci, w tym pewnie też i zygot, poprzez ich wirtualną adopcję. Wychodzi się z założenia, że każdemu dziecku potrzebna jest matka, a skoro naturalna matka dziecko zabiła, to trzeba mu innej matki, więc ja, przejęta losem bliżejniewiadomoczyim dewotka, biorę sobie bliżejniewiadomoco za dziecko i postanawiam się nim opiekować i wychowywać je jak własne. Cokolwiek by to miało znaczyć.
    – I co, czyta mu bajki na dobranoc?
    – No nie wiem. Może to taki rodzaj tamagushi.
    – Chyba wolę Pokemony.
    – Ale widzisz, jaka niedorzeczność? Nie wiemy w ogóle, czy nienarodzone dziecko posiada jakąś świadomość, ale zaadoptować nie zaszkodzi. Przy czym nikt nie zastanawia się, czy może w ogóle taka adopcja jest temu dziecku potrzebna, no bo skoro ono już żyje w innym świecie, to po cholerę ściągać je z powrotem na Ziemię, kiedy ono może wcale nie chce, bo w następnym świecie jest o wiele ciekawiej.
    – No wiesz, grunt to czuć się dewotką, która spełniła chrześcijański obowiązek, polegający na bliżejniewiadomoczym. Ale bubel.

  • Bardzo fajny tekst Anonimie, zmieniłabym tylko ostatnie zdanie: "grunt to czuć się dewotką..." i dodała do dewotki - dewota. Tak gwoli sprawiedliwości i równouprawnienia.

    Osobiście uważam, że bardzo trudno jest walczyć z demagogią pod hasłem "obrona życia poczętego". Jaki argument trafi do głupca, co broni abstrakcyjnego życia, ale realnego nie szanuje. Każda kobieta ma prawo decydować o tym, czy chce urodzić dziecko, czy nie chce go urodzić. I nikt nie powinien o tym decydować za nią.

  • A jesli rowniez szanuje i to, realne zycie to, dalej jest glupcem wg Ciebie.